piątek, 20 lutego 2015

04. Zamiłowanie.


Pasja i poświęcenie, dzięki temu można zajść dalej i wygrać. 

♣♣♣

Pierwszy dzień szkoły się zakończył. Wychodząc z budynku, Caroline poczuła wibracje w prawej kieszeni swoich krótkich spodenek. Wsadziła prawą rękę do prawej kieszeni, wyciągnęła swojego białego iPhone'a i odblokowała go za pomocą kodu. Nacisnęła na zieloną ikonkę z rysunkiem białego dymka w środku i nacisnęła na wiadomość. 
"Witajcie dziewczyny. Razem z innymi trenerkami postanowiłyśmy, że od dzisiaj zacznie się nasz pierwszy trening. O godzinie 16:15 spotkamy się w sportowej hali i zaczniemy nowy sezon piłki ręcznej. Zapraszamy!" 
Caroline na tą wiadomość bardzo się ucieszyła. 
Bardzo lubiła piłkę ręczną i był to jej ulubiony sport od razu po piłce nożnej. 
Czasami słyszała gdzieniegdzie, że na boisku udaje wielką gwiazdę i jest samolubna, lecz wcale taka nie była. Robiła wszystko dla swojej drużyny i aby zwyciężyła. To chyba jest najważniejsze, prawda? 
Cóż, Caroline była bardzo dobrą zawodniczką na boisku, przez co każdy ją chwalił że jest bardzo zdolna. Zawsze przychodziła na każdy mecz i nigdy żadnego nie opuściła. Mimo tego, że była chora. Czasami nawet odwoływała wyjazdy z rodzicami, aby po prostu zagrać ten jeden, głupi mecz. Ten sport był dla niej bardzo ważny. Wiedziała, że drużyna ją potrzebuje, gdyż nie raz trenerka mówiła, że motywuje inne osoby i daje im szansę strzelać na bramkę mimo tego, że sama Caroline miała szansę aby strzelić. Zawsze po nieudanym meczu pocieszała wszystkich i mówiła, że następny pójdzie im lepiej i że tylko muszą trochę bardziej poćwiczyć. Niby małe gesty, ale mogą dużo zdziałać. 
Caroline zawsze grała całe mecze i prawie nigdy nie schodziła z boiska. Grała do samego końca. To ona z całej drużyny najbardziej się poświęcała i to najbardziej imponowało każdej z trenerek. Kiedy była przerwa, zawsze pytają się Caroline czy chce zmianę, lecz ona zawsze odpowiada, że da radę. 
Wiele osób nie lubiło Caroline za jej postawę do tego sportu, ale cóż poradzić? Kochała to i dawała z siebie wszystko. 
Na treningu zawsze robiła dokładnie to, co trenerka im kazała i idealnie wykonywała polecone zadanie. To było coś niezwykłego. Tak młoda dziewczyna, a tyle potrafi. 
Kocha sport i chce być dobrą w tym co kocha, nie ma w tym nic dziwnego. 
Owszem, czasami jej się nie udawało, ale próbowała. Próbowała aż do końca, dopóki jej nie wyjdzie. Ale i tak zawsze wychodziło z tego zwycięsko. 
Caroline próbowała dużo razy być naśladowana w tym sporcie przez swoje inne koleżanki z drużyny, ale nigdy nie mogło im się to udać, gdyż było trudno naśladować Caroline. 
Te ruchy rękami, każdy postawiony krok, skoki, zwody... Uczyła się tego przez prawie pół życia. Można nawet powiedzieć, że miała to we krwi. 
Coś niesamowitego i niezwykłego... Taka młoda dziewczyna, a tak wielkie zamiłowanie. 

♣♣♣

Caroline napisała szybko wiadomość do rodziców, że dzisiaj będzie pierwszy trening i że zostaje po szkole. Dopisała też, że ma trochę pieniędzy i że wróci razem z Sarą do domu. Po kilku minutach w odpowiedzi otrzymała "okey".
Nie mam nic w co mogłabym się ubrać na trening, szlag. 
Caroline rozglądnęła się dookoła szukając wzrokiem jednej z jej koleżanek z którą wcześniej dość dużo się spotykała. Gdy jej wzrok ją napotkał od razu do niej podeszła.
- Cześć Jen, mam taką małą prośbę - kiedy koleżanka dokładnie dowiedziała się o co chodzi, odwróciła się w stronę Caroline i z uśmiechem powiedziała:
- Jasne, słucham.
- Wiedziałaś, że dzisiaj zaczyna się pierwszy trening, prawda? - kiedy Jennifer kiwnęła lekko głową, Caroline kontynuowała. - No i właśnie w tym cały problem. Nie mam ze sobą żadnych ciuchów i... - Jennifer nie dała dokończyć zdania za Caroline, tylko od razu powiedziała:
- Rozumiem. Możesz do mnie przyjść. Nie ma problemu - Caroline na te słowa od razu się uśmiechnęła.
- Jezu dziękuję Jen. Ratujesz mi po raz kolejny życie, wiesz? - po tym obie się zaśmiały i zaczęły iść w stronę domu Jennifer.
Caroline odwróciła swoją głowę do tyłu. Był to tylko zwykły impuls. Zrobiła to tak po prostu, bez żadnego szczególnego powodu. Jej spojrzenie spoczęło na Jeremy'm, który wpatrywał się w nią kiedy opuszczała szkolną bramę.
Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Jeremy wcale nie odwrócił wzroku, tylko na jego usta wpełzł szerszy uśmiech. Tak samo jak na ustach Caroline.
Nie.
Jeremy tylko mrugnął w jej stronę prawym okiem, machnął ręką na pożegnanie i odszedł...

♣♣♣

Razem z Jennifer weszły do dużego budynku. Przekraczając próg drzwi, trafiły do dużego korytarza, gdzie znajdował się mały kiosk, kilka stołów i dwie pary szarych drzwi. Skręciły w prawym kierunku, gdzie trafiły do długiego korytarza. Idąc długim holem, szły na sam koniec gdzie znajdowały się czerwone drzwi od garderoby. Jennifer idąc przed Caroline i dochodząc jako pierwsza do drzwi, nacisnęła klamkę, a drzwi się otworzyły. Pomieszczenie było dość duże i bardzo przyjemne. Ściany były pomalowane na czysty, biały kolor, a podłoga była pokryta czarnymi kafelkami. Najdłuższa ściana była udekorowana czarnymi, metalowymi wieszakami gdzie można było powiesić swoją odzież, a na dole znajdowała się drewniana ławka. Na przeciwległej ścianie, było duże otwarcie, gdzie znajdowały się prysznice. Po lewej stronie od otwarcia znajdowały się drzwi do średniego rozmiaru toalety. 
Caroline i Jennifer odstawiły swoje torby na drewnianą ławkę ciągnącą się wzdłuż ściany i otworzyły je. Korzystając z tego, że nikogo nie było w garderobie (gdyż chyba przyszły jako pierwsze), Jennifer wyciągnęła srebrny, mały, przenośny głośnik. Czarny, długi kabel podłączyła do swojego białego iPhone'a 5 i włączyła ich ulubioną piosenkę.
Hey Mama - David Guetta ft. Nicki Minaj & Afrojack.
Uwielbiały ją. Lubiły przy niej tańczyć i się wygłupiać. Tańcząc (czyt. tańcząc na "dziwny sposób"), na podłogę położyły buty na halę i usiadły. Ściągnęły długie, czarne spodnie marki Adidas i włożyły je do torby. Pod nimi miały na sobie czarne, krótkie spodenki sportowe marki Nike. Na swoje stopy założyły buty.
Caroline pożyczyła czarną szczotkę do włosów od Jennifer i podeszła do lustra. Swoje włosy zebrała tak, że wszystkie trzymała w jednej ręce. Gumką oplątała włosy parę razy, tworząc kucyka.
Włosy Caroline były bardzo długie, więc gdy zebrała je do przodu, miała je aż do pępka.
Kiedy Jennifer też upięła swoje włosy w kucyka, obie ściągnęły czarny, sportowy sweter.
Caroline na szczęście miała swoją ulubioną sportową koszulkę jej ulubionej drużyny, gdyż zostawiła ją u Jennifer przed wakacjami i zawsze obie o niej zapominały.
Była to biała koszulka Realu Madryt, z nadrukiem jej ulubionego piłkarza z tej drużyny i numerem, z który on gra.
Christiano Ronaldo, numer siedem.
Caroline bardzo kochała tego piłkarza i jej marzeniem było pojechać na mecz Realu Madryt i zobaczyć go na żywo.
Jennifer wzięła srebrny głośnik ze sobą na halę i położyła go na drewnianej ławce. Dziewczyny postanowiły chwilę poćwiczyć i się rozgrzać. Ich ćwiczenie polegało na tym, że gdy rzucały piłką o ścianę, odbiegały do tyłu, a gdy piłka już odpijała się od ściany, podbiegały bliżej, łapały ją i powtarzały to tak w kółko.

Lecz dziewczyny nie były same na hali. Na trybunach siedzieli chłopacy z ich klasy. A w nich siedział Jeremy i uważnie z uśmiechem przyglądał się nowej dziewczynie.
Dziewczyny nawet nie zauważyły chłopaków siedzących na trybunach, więc gdy Jennifer po raz pierwszy ich zobaczyła, zesztywniała. Caroline zatrzymała się i spojrzała na Jennifer zdyszana.
- Co jest? - zapytała.
Jennifer tylko zdołała ruszyć brodą do przodu w ich kierunku. Caroline odwróciła się w kierunku, w którym pokazała Jennifer. Od razu dostrzegła Jeremy'ego. I tylko jego. Na innych nawet nie zwracała uwagi. Uśmiechnął się tylko do niej przyjaźnie, a ona zrobiła to samo.
Odwróć się. Nie zwracaj na niego uwagi i nawet ani razu nie waż się już więcej tam patrzyć. 
Caroline odwróciła się w stronę jej koleżanki.
- Możemy ćwiczyć dalej? - zapytała z nadzieją w głosie.
Jennifer przerzuciła swój wzrok z trybun, na twarz Caroline, odpowiadając na pytanie:
- Oczywiście - Caroline uśmiechnęła się w lekkim uśmiechu i znów zaczęły trenować, rzucając sobie po prostu piłkę.

♣♣♣

Podczas gdy trening dziewcząt trwał, chłopaki siedzieli na trybunach i patrzyli na każdą dziewczynę z osobna i dokładnie ją obserwowali. Chcieli przekonać się która jest najładniejsza, jest najszybsza, ma najlepszą figurę, jest najbardziej wysportowana, potrafi zadzierać nosa, potrafi walczyć i potrafi postawić na swoim. 
Dziewczyny zaczęły biegać pierwszą rudę "gęsiego" i po dwóch rundach biegania dookoła boiska, ta ostatnia musiała jak najszybciej biec do przodu i tak w kółko. Chłopaki, po paru rundach doszli do wniosku która była najszybsza. Akurat w tym zadaniu, najlepiej sprawdziła się Caroline. Była najszybsza od wszystkich konkurentek.
"Niezła jest", "nieźle", "pierdziele, ona nawet i mnie prześcignie"... Takie komentarze towarzyszyły podczas kiedy Caroline z końca biegła na sam przód takiej jakby "kolejki". Jeremy ani słowem się nie odezwał, tylko spoglądał na dziewczynę zaciekawiony i z ukrytym lekkim uśmiechem na twarzy. Zdarzyło się, że parę razy odwrócił się do swoich kolegów i posłał im przekonujące spojrzenie. 
Kolejne punkty. Jedna z dziewczyn która jest najbardziej wysportowana, ma kondycje, najbardziej wysportowana i potrafi walczyć, postawić na swoim. 
Dziewczyny zaczęły dobierać się w pary i rzucać do siebie piłkę. Pierw były blisko siebie, a z czasem odchodziły coraz dalej od siebie i próbowały rzucać najdalej jak potrafią. 
Kiedy minęło piętnaście minut, podzieliły się na dwie grupy. Jedna grupa szła na drugą połowę boiska, a druga została w tym samym miejscu. 
I teraz pojawiło się kolejne zadnie od trenerki. Miały podać jej piłkę, po tym zacząć biec w jej stronę, a następnie dostaną od niej piłkę, mają skoczyć jak najwyżej potrafią i strzelić do bramki. Proste. 
Caroline była czwarta w kolejce. Swoją żółto-czerwoną piłkę z Select'a trzymała w prawej ręce i lekko wychyliła głowę w lewą stronę aby zobaczyć, jak radzą sobie inne dziewczyny. Pierwsza źle się odbiła, druga trafiła w słupek, a trzecia wcale nie skoczyła. Nadeszła kolej Caroline. Odbiła piłkę o parkiet. Wzięła ją w dwie ręce i patrząc w oczy trenerki rzuciła jej piłkę. Trenerka złapała piłkę i natychmiastowo podała Caroline piłkę z powrotem. Ona ją przyjęła, odbiła o parkiet, spojrzała w dół i się odbiła. Prawa nogę podniosła do góry i będąc w górze, swoją prawą rękę okręciła dookoła i puściła ją aby spokojnie piłka mogła wpaść do bramki. 
Jeremy siedział i uważnie wpatrywał się w Caroline. Był pod wrażeniem, dużym. Odwrócił się do swoich kolegów, a oni już na niego patrzyli tak samo zaskoczeni jak on sam. Jeremy tylko wzruszył ramionami i odwrócił się z powrotem, aby móc patrzeć na ich trening. 

Minęło czterdzieści minut. Dziewczyny podczas tego czasu trenowały różne skoki, ślizganie się, przebijanie się pomiędzy obrońców, rzuty dolne oraz różnego rodzaju zwody. 
Carolinie udawało się wszystko za pierwszym razem, przez co trenerki były bardzo zdziwione, gdyż jeszcze nigdy jej nie trenowały i myślały że jest nowa. Lecz tak wcale nie było. Udawało jej się lepiej, niż innym dziewczynom z jej drużyny, przez co niektóre z dziewczyn z drużyny zaczęły jej już po prostu nie lubić i obgadywać jej każdy krok który zrobiła. Tak nie powinno być. O nie. Może Caroline kocha ten sport? Może ona poświęca mu więcej czasu i gra z zamiłowaniem a nie od nie chcenia? Może chce być dobra? Może trenowała więcej niż inne? Za takie coś nie można jej obwiniać. 

Jeśli się coś kocha, to trzeba próbować i być w tym najlepszym. 


Zostało trzydzieści minut treningu. I zawsze w te pół godziny grały mecz, aby się "uczyć" i wypróbować, nowych rzeczy które nauczyły się podczas treningu. Drużyna numer dwa ustawiła na środku boiska, na żółtej, długiej linii ciągnącej się wzdłuż boiska. Caroline była lewym pomocnikiem. Bardzo lubiła tą pozycję i na niej najlepiej jej się grało. Grała też skrzydłowego i to też nawet lubiła, ale za często jej tam nie dawali.
W hali rozbrzmiał dźwięk gwizdka i mecz się zaczął. Nathalie podała piłkę Caroline, a ta podała ją skrzydłowej. Skrzydłowa zrobiła krok do przodu i oddała ją Caroline, a ta zaś podała ją środkowej. Piłka chwilę "przelatywała" z ręki do ręki do każdej z zawodniczek. Obrona przesunęła się w prawą stronę, więc Caroline miała trzy opcje do wykorzystania. Zrobić zwód w prawo, lewo lub skoczyć i strzelać ze środka. Spróbuje. Tak postanowiła i tak zrobi. Może uda jej się strzelić pierwszą bramkę i jej drużyna zdobędzie punkt? Kto wie? Kiedy piłka była u środkowej zawodniczki, krzyknęła "jestem!", biegnąc do przodu. Dostała piłkę. Podbiegła do miejsca, z którego chciała wykonać "akcję", lecz jedna z zawodniczek ją zablokowała. Ale ta się nie poddała, więc zrobiła krok w lewą stronę i szybko, korzystając z okazji kiedy obrończyni która ją zablokowała trochę się zakłopotała, szybko obróciła się w prawą stronę. Korzystając z tego, że była tam luka, przecisnęła się, skoczyła wysoko i podczas lotu w dół, rzuciła piłkę do bramki celując w prawy, górny róg. Piłka trafiła do bramki, i na sali rozbrzmiały dwa krótkie gwizdnięcia gwizdkiem. Po chwili niektóre dziewczyny zaczęły lekko klaskać i chwalić za dobrze strzeloną bramkę.

Caroline miała bardzo dużo interwencji. Na przykład kiedy piłka była w rękach drugiej drużyny i przeciwniczka miała rzucać do pomocniczej, to Caroline wybiegła z obrony i w biegu złapała piłkę. Zaczęła wtedy biec, odbijając. Kiedy już była prawie przy bramce, poczuła, że ktoś ją chwyta i odpycha, przez co Caroline straciła piłkę. Caroline prawie się przewróciła, ale dała rady złapać piłkę w jedną rękę. I już rzucając się do przodu na brzuch, rzuciła piłkę do bramki. Był to mocny, dolny rzut, którego bramkarz nawet nie miał szansy obronić. Znów rozbrzmiał gwizdek i tak drużyna zdobyła kolejny punkt.

Jest niesamowita i potrafi  walczyć, pomyślał Jeremy uważnie wpatrując się w Caroline biegnącą z powrotem do swojej obrony.


Nie możemy stawiać naszych nadziei zbyt wysoko,
 gdyż każde przywitanie, kończy się pożegnaniem. 



Przepraszam was bardzo za zaniedbanie bloga, za co ogromnie mi przykro. Lecz niestety nie miałam internetu przez całe trzy tygodnie, więc nie miałam jak się dostać i chociaż troszku dopisać coś rozdziału, lub cokolwiek dodać. Bardzo mi przykro z tego powodu i mam nadzieję, że jeszcze niektórzy z was mnie nie opuścili. 
A ci, którzy nadal tu byli i czekali na kolejny rozdział, muszę podziękować że jesteście. 
Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy <3 
Dobrze, a co do rozdziału to muszę powiedzieć, że jest on cholernie nudny. Przepraszam, jeżeli kogoś zanudziłam i sprawiłam, że już odechciało mu się czytać, ale to początek powiadania. Może być nudny, wiem. Sama się do tego przyznaję, Ale i tak dziękuję, jeżeli przeczytacie choć kawałek ;* 

Pozdrawiam, Mia <33 
Mia land-of-grafic